[PIŁKA NOŻNA] PKO BP Ekstraklasa: Raków Częstochowa – Widzew Łódź 1:1 po dramatycznej końcówce

[PIŁKA NOŻNA] PKO BP Ekstraklasa: Raków Częstochowa – Widzew Łódź 1:1 po dramatycznej końcówce

Raków Częstochowa zremisował z Widzewem Łódź 1:1 w 27. kolejce PKO BP Ekstraklasy, a do przerwy było jeszcze 0:0. Na Miejskim Stadionie Piłkarskim Raków w Częstochowie mecz długo toczył się w napięciu, ale prawdziwa eksplozja emocji przyszła dopiero w doliczonym czasie gry – najpierw trafił Widzew, a chwilę później odpowiedział Raków.

Gospodarze przystępowali do spotkania z szóstego miejsca w tabeli i przewagą punktową nad gośćmi z Łodzi, ale na boisku nie było widać różnicy, która mogłaby zamknąć ten mecz wcześniej. Podopieczni Rakowa musieli się napracować podwójnie, bo już od 36. minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Z. Arsenicia. Wcześniej obrońca dostał żółte kartki w 22. i 36. minucie, a to oznaczało dla gospodarzy bardzo trudne dalsze 60 minut.

Czerwona kartka ustawiła mecz, ale nie odebrała Rakowowi nadziei

Po wyrzuceniu z boiska Raków musiał skupić się przede wszystkim na tym, by nie pozwolić Widzewowi rozkręcić się na dobre. Goście mieli więcej piłki, częściej byli przy futbolówce i zakończyli mecz z 61 procentami posiadania, przy 39 procentach Rakowa. Nie przełożyło się to jednak na wyraźną przewagę w sytuacjach bramkowych, bo oba zespoły oddały po dwa celne strzały.

Spotkanie było szarpane, momentami nerwowe i mocno fizyczne. Widzew zanotował aż 20 fauli, Raków 10, a kartki sypały się w końcówce regularnie. Dla gospodarzy ważny był też ruch z 67. minuty, gdy K. Trelowski opuścił boisko, a jego miejsce zajął O. Zych. Raków musiał więc kończyć mecz po kolejnej zmianie w newralgicznej strefie, co w tak nerwowej końcówce tylko podbijało stawkę każdej akcji.

Doliczony czas gry przyniósł wszystko, czego kibice w Częstochowie mogli się bać i na co liczyć

Przez długi czas zanosiło się na bezbramkowy remis, który po takim układzie sił nie byłby zaskoczeniem. A jednak w samej końcówce przyszło szaleństwo. W 90+4. minucie to Widzew wyszedł na prowadzenie po trafieniu Fran Álvareza i wydawało się, że gospodarze zostaną ukarani za wszystkie wcześniejsze problemy. Stadion jednak nie zdążył jeszcze dobrze otrząsnąć się po tym ciosie, a Raków odpowiedział niemal natychmiast.

W 90+7. minucie wyrównał Stratos Svarnas, a w Częstochowie wybuchła ulga pomieszana z niedowierzaniem. To był remis wywalczony w ostatnim możliwym momencie, po meczu, który długo nie zapowiadał takiego finału. Dla Rakowa ten punkt ma swoją wagę, bo przy tak trudnym przebiegu spotkania i grze w osłabieniu pozwolił uniknąć porażki u siebie.

Z perspektywy tabeli remis nie zmienia wiele w walce o górne rejony, ale w Częstochowie nikt nie mógł narzekać na brak emocji. Raków pokazał charakter, choć zapłacił za wcześniejsze komplikacje ogromnym wysiłkiem. A końcówka tego meczu była dokładnie tym typem futbolowego chaosu, który kibice pamiętają długo po ostatnim gwizdku Paweła Raczkowskiego.

Raków CzęstochowaStatystykaWidzew Łódź
1Gole1
39%Posiadanie61%
2Strzały celne2
3Strzały niecelne9
6Strzały łącznie16
1Strzały zablokowane5
6Strzały w polu karnym10
0Strzały spoza pola6
4Rzuty rożne5
10Faule20
3Spalone2
2Żółte kartki3
1Czerwone kartki0
1Interwencje bramkarza2
307Liczba podań472
205Podania celne389
67%Skuteczność podań82%