Po transplantacji ruszyli na Jurę. Przed nimi trzy dni i 190 kilometrów

Po transplantacji ruszyli na Jurę. Przed nimi trzy dni i 190 kilometrów

W Częstochowie zaczął się rajd, który ma w sobie coś więcej niż sportową ambicję. Kilkanaście osób po transplantacji organów wyruszyło na Rowerowy Szlak Orlich Gniazd, a przed nimi są nie tylko kilometry, lecz także zamki, wapienne wzgórza i sprawdzian wytrzymałości. To wyprawa zbudowana z ruchu, spotkań i bardzo jasnego komunikatu – po przeszczepie można wracać do aktywności.

  • Z Częstochowy na szlak, który prowadzi przez serce Jury
  • Wsparcie przyszło z Jury i z górskich służb
  • „Osoby po Transplantacji i Przyjaciele” pokazują, że ruch nie kończy się po przeszczepie

Z Częstochowy na szlak, który prowadzi przez serce Jury

Trasa prowadzi z Częstochowy do Krakowa i liczy około 190 kilometrów. Uczestnicy chcą pokonać ją w trzy dni, z noclegami w Hucisku i Olkuszu . Część grupy jedzie na rowerach elektrycznych, inni na tradycyjnych jednośladach, ale cel jest wspólny – przejechać wymagający odcinek i nie zgubić po drodze jurajskiego krajobrazu, który od lat przyciąga turystów, a zarazem testuje kondycję.

Na trasie znalazły się miejsca dobrze znane wszystkim, którzy choć raz zaglądali na Jurę. Rajd ma prowadzić między innymi przez:

  • zamek w Olsztynie,
  • Złoty Potok i Rezerwat Parkowe,
  • Ostrężnik,
  • Żarki,
  • zamki w Mirowie i Bobolicach,
  • Górę Zborów,
  • zamek Bąkowiec,
  • Okiennik Wielki,
  • źródła Warty,
  • zamek Ogrodzieniec,
  • Pilczę w Smoleniu,
  • Bydlin i Rabsztyn,
  • kościół w Paczółtowicach,
  • Dolinę Eliaszówki,
  • klasztor w Czernej,
  • zamek Tenczyn.

To nie jest zwykła przejażdżka. Szlak biegnie przez odcinki, które wymagają skupienia, rozsądnego tempa i dobrej współpracy całej grupy.

Wsparcie przyszło z Jury i z górskich służb

Wyprawę wspiera Związek Gmin Jurajskich. Dyrektor biura organizacji prowadzi rajd jako przewodnik, co dla uczestników oznacza nie tylko logistyczne oparcie, ale też spokojniejsze przejście przez najciekawsze fragmenty trasy. Do pomocy włączono również Jurajską Grupę GOPR, a to ważny sygnał przy szlaku, który potrafi zaskoczyć stromymi podjazdami, skalistym podłożem i zmiennymi warunkami.

Dla takich wyjazdów bezpieczeństwo nie jest dodatkiem. Jest fundamentem. Zwłaszcza gdy jedzie grupa, w której są osoby po transplantacji, a każdy kilometr wymaga innej pracy niż w przypadku turystycznego wypadu „na lekko”. Tu liczy się tempo dostosowane do ludzi, nie odwrotnie.

„Osoby po Transplantacji i Przyjaciele” pokazują, że ruch nie kończy się po przeszczepie

Grupa działa pod nazwą „Osoby po Transplantacji i Przyjaciele” i zrzesza już około 1,4 tysiąca osób na Facebooku. Jej członkowie spotykają się nie tylko na rowerze. Były już wyprawy piesze, były wyjazdy w góry, a nawet zdobywanie Korony Gór Polski. Wcześniej sprawdzali się też na skałach Jury, a teraz postawili na długą trasę rowerową.

Ich obecny wyjazd ma czytelny sens społeczny. To nie tylko pokaz sprawności, ale też sposób na oswajanie tematu dawstwa narządów i transplantacji. W praktyce taki obraz działa mocniej niż wiele haseł – bo pokazuje ludzi, którzy po przeszczepie wracają do aktywności, planują ambitne trasy i robią to w grupie, z własnym tempem i własną historią.

na podstawie: UM Częstochowa.